Jak? Rzucanie palenia cz. 2





Niczym dzielny pierwszak podczas ostatnich dni wakacji szykowałam się do porzucenia smrodu papierosów raz na zawsze. Napełniona motywacją przeglądałam portale i blogi szukając swojego złotego środka. W gruncie rzeczy prawdopodobnie szukałam czegoś co mi palenie zastąpi. Ewentualnie tej magicznej rzeczy, która sprawi, że rzucanie będzie trwało godzinę, a nie miesiące.
Byłam twarda i zdeterminowana. Z boku wyglądało to jak pisanie posta na bloga. Myszka w prawej ręce, lewa zajęta przez fajkę, a obok laptopa kubek zimnej kawy. Wygląda znajomo drogi Palaczu? A może kojarzy wam się to ze zdjęciami przedstawiającymi turbo niezdrowy tryb życia? Nic bardziej mylnego. Papierosy były przecież ekologiczne!







Byłam na stronach dzielnych matek, które opowiadały o przygotowaniach do zostania mamą: "Rzuciłam palenie bez problemu i bez Nicorette, bo to może zaszkodzić ciąży, w którą zajdę za rok.". Przeglądałam pełne emocji wyznania studentów jednogłośnie brzmiące: "Smarowałem chleb nożem. A żeby mieć nóż rzuciłem palenie.". Trafiałam na facebookowe grupy wsparcia, gdzie roiło się od ludzi nie tyle rzucających co szukających po prostu uwagi innych: "Znowu zapaliłem. Proszę powiedzcie, że dalej we mnie wierzycie.". Przy okazji odwiedziłam profesjonalne strony, które po przeczytaniu wywoływały we mnie uczucie, że jestem opiatowcem: "Po siódmej dobie możesz wymiotować, a nawet chcieć umrzeć.".
Jednak mnie to nie zraziło, bo aż za dobrze wiedziałam, że mdłości przychodzą po trzeciej dobie (w końcu już raz rzucałam). Niestety czytanie o rzucaniu mnie zmęczyło i znudziło więc postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Generalnie można powiedzieć, że nic głupszego zrobić nie mogłam, jednak tym razem to był dobry plan.






Nie będę wam opowiadać teraz jak to szłam i ptaki śpiewały "Ona rzuca palenie!", bo by się jeszcze Śpiąca Królewna poczuła urażona i posądziła o plagiat. Zresztą to był luty.
Koniec końców trafiłam do apteki i kupiłam Desmoxan. Postanowiłam, że tym razem nie będę ufać tylko i wyłącznie własnej sile woli.
Wróciłam do domu (oczywiście to tylko przenośnia, bo po drodze zaszłam jeszcze bo mleko i chleb) i wzięłam się za czytanie nudnej aczkolwiek bardzo pouczającej lektury jaką jest ulotka.
Dowiedziałam się z niej, że najpierw mam brać 5 tabletek dziennie i zmniejszać ich ilość co parę dni. Po rozpoczęciu ich brania po 3 dniach miałam przestać palić. Ja tymczasem stwierdziłam, że nie chcę uzależnić się od brania tabletek i postanowiłam brać ich mniej. Skoro nie lubię być jak inni to czemu tutaj nie stosować się do tej reguły? (Dzieci, nie bierzcie tych słów na poważnie).







A więc wzięłam pierwszą tabletkę. Po trzech dniach "przestałam" palić. Dziennie brałam 3 tabletki, po siódmym dniu około 2 na dobę. Potem tylko jedną rano. Generalnie zużyłam jakieś 30-40 tabletek, bo w pewnym momencie poczułam po prostu, że ich nie potrzebuję.
Wrażenia? Proszę tylko nie liczyć na opisy niczym z dramatycznych historii o młodych buntownikach.
Po kilku pierwszych dniach od odstawienia nikotyny czułam brak papierosów w sytuacjach kiedy to miałam zwyczaj palić. Człowiek niestety szybko się przyzwyczaja, a co gorsza nawyki długo w nim zostają.






Następnym etapem był brak nikotyny. Trzęsły mi się ręce i generalnie nie było fajnie, bo nie mogłam spać. Aczkolwiek dało się to znieść.
Do tego zwiększył mi się apetyt. Na początku owszem podjadałam. O kłamstwo nie da się mnie tutaj posądzić, bo widać efekty. Potem przerzuciłam się na herbaty i gumy do żucia. I tak do dzisiaj. Bo nawyk palenia w domu, przeszedł w picie kawy, lemoniady i innych takich. Nie jest to złe. Jednak zamiast wywalania kasy w fajki, wywalam ją na wcześniej wspomniane napoje i co za tym idzie papier (polecam Velvet).






Najgorzej było po dwóch tygodniach. Wszystkie objawy rzucania nasiliły do maksa. Do tego przemożna chęć zapalenia nie dawała mi spokoju. Jednak pełna samozaparcia nie poddawałam się. Trwało to kilka dni, które ciągnęły się w nieskończoność. Bo nie mówię, że było łatwo. Strasznie źle wspominam tamten okres, zwłaszcza że gdyby nie wyrozumiałość ludzi wokół, to bym dostała kilka razy w buzię. A byłam wtedy tak sympatyczna, że zasłużyłabym sobie. 
A po burzy wyszło słońce. Z dnia na dzień opuściła mnie chęć zapalenia. Nie mówię, że ani trochę mi się nie chciało "zajarać", ale nie było to na pewno tak trudne jak wcześniej. Obserwowałam poprawę samopoczucia, większą pewność siebie, bo bez papierosa w dłoni czułam się naga i bezbronna. A wiadomo, że nic nie dodaje tyle xp zajebistości jak szlug w łapie. 
I tak wolna od smrodu szłam dzielnie przez ulicę z portfelem cięższym o te 13.80 zł dziennie.






32 komentarze :

  1. Historię rzucania palenia przechodzę z moim ślubnym już od 10 lat. Rzuca i wraca i tak w kółko. Z herbata i podjadaniem to tak jak u nas hahah. Cała zaoszczedzona kasa z fajek idzie na hektolitry herbaty i czekoladę hahahah. Świetny post !

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post! Ja też próbowałam rzucić, ale co za tym idzie więcej mi się chciało jeść.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój kolega też chciał rzucić ale później zauważyłam że jak próbował stał się strasznie nerwowy i nie wytrzymał :P
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  4. 3mam kciuki, bo walka z papierosami jest trudna:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powodzenia z dalszą wytrwałością. Świetnie piszesz, dzięki humorystycznym wstawkom tekst wydaje się lżejszy, mimo trudnego tematu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzucałem palenie kilkakrotnie i nic,nie wyobrażam sobie kawy bez papierosa,pewnie smakuje gorzej niż z nim,poza tym na nerwowe sytuacje papieros pomaga...Może jeszcze kiedyś podejmę walkę z nikotyną,ale na razie nie mam na tyle silnej woli,ale za ciebie trzymam kciuki. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nienawidzę papierosów, strasznie dusi mnie ich zapach:)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Podziwiam Cię za to, ze jesteś zdeterminowana w tym, co chcesz osiągnąć. Zyczę powodzenia ! :)
    Zapraszam : https://karina7748.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Na co dzień nie palę, lecz na imprezie czasem lubię :) Powodzenia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Brawo! Nigdy nie paliłam i jestem ogromną przeciwniczką palenia. Cieszę się, że są zakazy palenia we wszystkich miejscach publicznych. Na pewno polepszyła Ci się kondycja i masz więcej siły. Mam nadzieję, że wytrwasz. Bardzo fajnie napisany tekst.

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny post ! Kiedyś paliłam, ale nigdy nie wpadłam w nałóg - chyba miałam szczęście :)
    Pozdrawiam
    simplylifebydominika.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytam twojego posta i pierwsze co mi przyszło do głowy, jak dobrze,że się nie nauczyłam palić . A okazji było tyle, moi rodzice palili jak smoki dostęp był, ale widziałam co z nimi robił, gdy nie było papierosów. O nie to nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Sama jestem wielką przeciwniczką palenia. Strata pieniędzy i zdrowia. Do tego ten nieprzyjemny zapach... Myślę, że warto zawalczyć o siebie, dlatego życzę wytrwałości i powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Papierosy to tylko strata pieniędzy. Moi rodzice kiedyś też palili ale już to nasz częściej rzucili :)
    Powodzenia
    Zapraszam do mnie https://przepisywedlugoli.blogspot.nl/2017/04/bigos-rybny.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo ciekawa notka daje do myślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  16. gratuluję! Policz sobie ile rocznie zaoszczędzisz :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Moi znajomi palą jak smoki (a mają 15 lat), natomiast mnie do tego jakoś nie ciągnie!

    nonstopyou.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jakie to jest kosztowne, znam osobe która potrafi wypalić 2 paczki na 3 dni, to jest na prawde sporo. Ja naszczescie nigdy nie palilam i nie zamierzam palić :)
    sensiblees.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. w Moim otoczeniu niektórzy po paleniu doprowadzili swoj stan do śmierci. Więc lepiej warto przemyśleć palenie lub chocież ograniczyć.

    https://www.instagram.com/eskucinska/

    OdpowiedzUsuń
  20. Na szczęście ani nikt w rodzinie ani nikt z mojego otoczenia nie pali. To najgorsze świństwo od jakiego możemy się niestety uzależnić :(
    http://xgabisxworlds.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. W Twoim sposobie pisania jest coś bardzo intrygującego, coś, co sprawia, że gdy zaczynasz czytać, chcesz więcej i więcej. Choć temat nie jest mi bliski, sam sposób, w jaki o nim piszesz sprawił, że post czytało mi się ogromnie przyjemnie. Będę zaglądać częściej.

    OdpowiedzUsuń
  22. post raczej nie dla mnie, życzę aby wszyscy skończyli z tym gównem

    OdpowiedzUsuń
  23. Myślałam, że te tabletki i plastry po prostu nie pomagają. Moja mama rzuciła palenie jak dowiedziała się, że jest w ciąży z moim bratem. Nie pali już 10 lat :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Swietny post! Gratuluję determinacji! Zapraszam do mnie:https://annie-mk.blogspot.com/ Obserwuję:D

    OdpowiedzUsuń
  25. Nigdy nie paliłam i raczej jestem tego przeciwniczką. Świetnie piszesz!!

    OdpowiedzUsuń
  26. Cieszę się że to rzuciłaś i mimo pociągu nadal byłaś zdeterminowana! Naprawdę nie wielu ludziom to się udaje. Co do podjadania moja ciocia jak rzuciła miała tak samo i również później przerzuciła się na gumy.

    https://odbicie-lustra.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Gratuluję rzucenia palenia!

    OdpowiedzUsuń
  28. Gratuluje dziewczyno oby tak dalej !
    najważniejsze ze się udało, nie wracaj do tego nałogu już nigdy :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Cieszę się, że mnie te palenie jakoś nie kręci. Zapaliłam jak każdy parę razy i nic. Zaciągać się nawet nauczyłam i jakoś nie jest to dla mnie fajne.. A z Ciebie jestem bardzo dumna, uwierz lepiej wydawać kasę na papier i napoje niż fajki! :) 
    http://veersonblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  30. Gratuluję ! Dziewczyno oby tak dalej! Nie wracaj do tego nigdy! Nawet nie wiesz jak to psuje zdrowie! Życzę wytrwałości w dalszym życiu! Przy okazji piękny desing bloga!

    OdpowiedzUsuń
  31. Myślę że bardzo przydatny post, dla ludzi którzy palą. Ja nigdy w życiu nie miałam papierosa w buzi i jak marszów nie mam takiego zamiaru, bo nie chce psuć sobie zdrowia!

    OdpowiedzUsuń